Opowiadania
umieszczone w Science Fiction nr 48
Mike Resnick „Chiński piaskowy dziadek” (przełożył Robert J. Szmidt). Alternatywna rzeczywistośc, w której koty są koto-ludźmi, ludzie polują na smoki, telewizor jest obdarzony osobowością, a chiński piaskowy dziadek wymienia stare marzenia na nowe. John Justin Mallory własnie takie marzenie musi odzyskac… czy to zrobi? Bardzo zacnie napisane i składnie.
Dawid Juraszek „W ludzkiej skórze” bakałarz Xiao Long trafia do Yangyang podczas święta przepiórek, nie ma pieniędzy na nocleg i za namową szynkarza wyrusza do opuszczonego domu. Spotyka dziewczynę o imieniu Mei. A potem było dziwnie… napięcie skakało, głód wyzierał z zupy z myszami i świerszczami, chory podróżnik został pozbawiony wnętrzności przez tajemnicze szczęki i akcja się rypła… nie dokończyłam, nie chciało mi się, straciłam zainteresowanie.
Katarzyna Kruszewska „W pajęczynie czasu”. Kontynuacja opowiadania „W blasku świec” z antologii „Tempus fugit”. II Wojna Światowa i SS nadal kombinuje z czarami w celach niecnych, a eksterminacyjnych. Bardzo fajnie napisane, napięcie jest, a streścic trudno bo treści za mało coby nie zdradzic sedna… warto śledzic działalnośc tej pani, wie co zrobic z piórem.
Krzysztof Piskorski „Jad”. W Afryce dziwne rzeczy się dzieją, a dziennikarze wszędzie nosy wścibiają, zwłaszcza gdy są wojennymi reporterami jak Richard Trenton. Nie wiem co myślec o tym opowiadaniu… trochę wciągnęło, ale patrząc na dokonania autora spodziewałam się o wiele więcej, spodziewałam się tyle, że chyba jednak jestem rozczarowana
Książki
Joanna Chmielewska "Porwanie" - po kilku słabszych książkach w końcu Chmielewska z prawdziwego zdarzenia. Jest akcja, jest narracja, są bohaterowie, intryga, nie ma dłużyzn, nie ma przestojów, słabych momentów niewiele lub wcale. Nie można chcieć więcej. Jest dobrze, nawet bardzo dobrze, kto lubi tą autorkę zdecydowanie powinien przeczytać.
Elizabeth Gilbert "Ludzie z wysp" - to dziwna książka, nazwałabym ją pozycją sagową. Ciekawie napisane, ale po paru tygodniach od skończenia nie zostawiła we mnie śladu, przez chwilę zastanawiałam się nawet czy mi się podobała, a podobała się bardzo. Dramaty, historia, intrygi, wszytko co można dostać gdy chce się zaobserwować społeczność żyjącą na dwóch sąsiadujących ze sobą wyspach. Kupiłam tą książkę, bo podobało mi się "Jedz, módl się, kochaj". Nie zawiodłam się, ale flagowa książka Elizabeth Gilbert jak dla mnie na razie nadal jest pozycją numer 1.
Wojciech Szyda "Hotel Wieczność" - książkę, którą dostałam kumplem celem zrecenzowania (miało to być wklejone na jakimś portalu, nie wiem co się z recenzją stało, ale coby nie przepadła mogę ją wkleić tutaj :D)
Podobno jesteśmy tym co jemy. Możemy także być tym co słuchamy, czytamy, oglądamy. Wojciech Szyda pisząc Hotel „Wieczność” udowadnia, że to porównanie może mieć sens.
Autor nie określił, kiedy dzieje się akcja jego powieści. Jednakże wszechobecna wirtualna rzeczywistość sugeruje, że wszystko dzieje się w przyszłości.
Timothy Walter jest pisarzem, a głośni sąsiedzi nie pozwalają mu na efektywną pracę. Bohater znalazł rozwiązanie i przeniósł się do wirtualnego pensjonatu, stworzonego dla takich jak on. Cisza, spokój i szwajcarskie lasy to elementy, wydawałoby się, budujące sielankowy krajobraz, do czasu gdy nie zostanie zamordowany jeden z gości. Timothy postanawia znaleźć sprawcę.
Drugim, kluczowym dla całej intrygi, motywem jest epidemia powodująca niszczenie książek. Skala rażenia, a przede wszystkim, wpływ na człowieka porównywana jest przez pisarza do „choroby szalonych krów”.
W książce występuje tak wiele wątków i bohaterów, że powiązanie niektórych z nich może nastąpić jedynie przy użyciu sznura do snopowiązałki. Pomijam już tak istotne zagadnienie, jak zasadność ich istnienia w powieści.
Autor popisuje się także „niesamowitą” erudycją i z uporem maniaka cytuje innych twórców: Dante Alighieri, Julio Cortazar czy Roland Barthez to jedni z nich. Wojciech Szyda udowadnia nam również, że zna języki obce. Niestety ludzie, którzy nigdy nie uczyli się angielskiego nie zrozumieją rozmowy Timothego z napotkanym w trakcie górskiej wędrówki szwajcarskim chłopem. Nie będą przez to w stanie docenić wysiłku autora, który w ten sposób chciał potwierdzić, że to co się dzieje w pensjonacie, może być niebezpieczne dla przebywających w nim gości. Pasjonaci przydługich wywodów psychologicznych także znajdą tutaj coś dla siebie. Wyjaśnienia dotyczące motywów postępowania jednego z bohaterów to „majstersztyk”.Obiektywnie muszę przyznać, że książka jest wciągająca. Nieustanna walka z materią własnego mózgu wytworzyła u mnie jakąś chorą fascynację i ochotę na zgłębienie idei przyświecającej autorowi. Każda strona zbudowana przez łamaną narrację, dziwne odniesienia, niezrozumiałe czy czasami wręcz odrażające porównania prowadziła do, co należy podkreślić, zaskakującego finału. Niestety w sensie negatywnym, bo żeby na końcu się dowiedzieć, że chodziło o…
Gail Tsukiyama "ULICA TYSIĄCA KWIATÓW" - dzieje dwóch osieroconych i wychowanych przez dziadków braci. Bracia mają różne cele w życiu, na przeszkodzie ich realizacji staje jednak Druga Wojna Światowa, a oni muszą sobie jakoś radzić. Książka jest bardzo dobrze napisana, nie epatuje dramatem, jest wyważona, subtelna i bardzo ładna. Polecam zdecydowanie, bo warto.
Małgorzata Kalicińska "Dom nad rozlewiskiem", "Powroty nad rozlewiskiem", "Fikołki na trzepaku. Wspominki z podwórka i nie tylko" - na czym polega fenomen tej autorki nie zrozumiem nigdy. Moim zdaniem ONA NIE UMIE PISAĆ.
"Dom..." przeczytałam z ciekawości, bo serial zamiast coraz lepszy robił się coraz gorszy (przestałam oglądać). Tedy marną grę aktorską i beznadziejną akcję chciałam skonfrontować z oryginałem. Akcja z dupy takoż też jest w książce. Zaczyna się ładnie, a raczej życiowo. 40letnia kobieta traci pracę, powodów jest kilka, ale wiadomo, że "młode wilki się liczą". Małgorzata próbuje zrobić coś ze swoim życiem i odnajduje matkę, z którą wieki nie rozmawiała. Mamy depresję, mamy dramaty, mamy śmierć, mamy wszystko co budowałoby dobrą książkę, ale jak wspominałam wcześniej Kalicińska nie umie pisać. Fajne wzruszające momenty w ilości kilku zgubiły się w natłoku napuszonych opinii, pragmatycznych sądów i hipokryzji głównej bohaterki. Razu pewnego szwendała się ona po wsi myśląc o tym i o owym i szkalując palących trawy, a potem z upodobaniem miażdżyła swoimi gumiakami kretowiska "bo tak". No ja rozumiem, że kret to szkodnik i w ogóle paskud, ale też żywe stworzenie, to jak to jest.... chronić czy nie chronić. Książka jest długa jak nieboskie stworzenie, skomplikowana jak wątpia, a do czytania nadaje się może 1/3. Zdecydowanie nie polecam.
"Powroty..." - opisują życie matki Małgorzaty i znowu początek znośny, a potem dupnia. Zabrałam się za tą książkę, bo stwierdziłam, że trzeba dać kobiecie szansę, bo a nuż jest jakiś POWÓD. Było jeszcze gorzej niż przy "Domu nad rozlewiskiem". Tutaj omijałam obszerne fragmenty, akcji nie traciłam, omijałam dłużyzny i inne zmy.
"Fikołki..." - za to się zabrałam, bo pomyślałam, że jak książka jest autobiograficzna to może... Dziwne, że po pierwszej, a dobita drugą nie straciłam nadziei. Nawet nie skończyłam. Pooglądałam obrazki... te dały radę == reszta masakra, narracja prowadzona dziwnie, za nic sensu nie dało się znaleźć, jakieś to takie było poszarpane. Rzuciłam w kąt, a raczej oddałam... NIGDY WIĘCEJ? oto jest pytanie
Dramy
I tu się muszę przyznać, że mam problem. Na pewno oglądnełam
Osen (japońska, 10 odcinków)- podobno komediowa, ale ja się nie śmiałam. 10 odcinków dramy o tradycyjnej restauracji i prowadzącej ją dziewczynie z pierdolcem na punkcie tradycji właśnie. W każdym odcinku gotowali, DUŻO... to była droga przez mękę, zwłaszcza dla kogoś kto się odchudza, w dodatku główna bohaterka jest irytująca przeraźliwie. Nawet mi się nie chce o niej pisać tak mnie ta dziewucha wkurzała.
My Queen (tajwańska, 21 odcinków, romans) - ściągnęłam 8 odcinków, bo zaczęłam w czasie problemów ze stacjonarnym kompem, oglądnęłam w całości dwa pierwsze (drugi na przewijaniu), potem wybiórczo trzeci i czwarty i po załamce 8... generalnie mam fazę "od tajwańskich dram zachowaj nas panie"... to powinno wystarczyć za rekomendację... ale chłopiec zacny, więc jak mi niechęć do tajwańskich przejdzie to mam na liście "do oglądnięcia" całkiem niezły pakiecik
widziałam też pojedyncze odcinki kliku serii, były na tyle obiecujące, że na pewno oglądnę Bethoven Virus i Orthros no Inu, czekają jedynie na odpowiednie zafazowanie i czas.
Koncerty
w celach poglądowych gdzie byłam odsyłam na lasta. Koncerty w większości są kameralne w pubach, przez to tanie, i jak tylko mogę to nawiązuję kontakt z muzykami. Saksofonista z The Legendary Pink Dots jest bardzo kontaktowy i prócz autografu dostałam jeszcze wizytówkę (koncert oczywiście wymiótł, ale nie mógł inaczej, grupa w nazwie ma legendary ;)). A moje uwielbienie do L.Stadt dodało mi skrzydeł i nie dość, że podeszłam do basisty po występie to potem zagadałam menadżera grupy. Efekt prosz... A stojąc przy vanie tourowym zaoferowałam jednemu z perkusistów swoje usługi jako technicznego... mentalnie padliśmy sobie w ramiona ^^
i tak o... pewnie coś by się jeszcze zebrało, ale dziura w mózgu (przywaliłam głową w subwoofer należący do komputera) i wszystko wyciekło...
aaaaaaaa tak... mam porsza.... prosz...
porsze
1 terabajt pamięci, normalnie dudni jak w katedrze, tam gdzie może oczywiście :D
od miesiąca nie jem też mięsa... taka jestem sobie jaroszka ^^
i to by było na tyle...
- Mood:
good - Music:Big Bang "Number 1"
dramy
Love Shuffle (japońska, 10 odcinków, romantyczna / obyczajowa, 4+4 zmiksowane wielokrotnie) - w wyniku czynników wyższych (brak prądu) w windzie zostaje uwięziona czwórka dorosłych ludzi, trzech mężczyzn i kobieta, od słowa do słowa wynikła rozmowa. Nie byli szczęśliwi, mieli porąbane relacje związkowe i w ogóle średnio im się wiodło na tym lub innym polu. Rozwiązaniem miało byc totalne wymieszanie w parach i się zaczęło. Drama bardzo, ale to bardzo emocjonalna. Nagromadzenie brudów i problemów zadowalające. A co najważniejsze... Matsuda Shota i DAIGO (obecnie BREAKERZ). Zdecydowanie polecam, bo takie własnie powinny byc dramy, pełne napięcia i zmierzające do finału, który wzbudzi w nas skrajne emocje.
Densha Otoko (japońska, 11 odcinków, romantyczna, 1+1, chociaż nie do końca ;)) - oparta na prawdziwych wydarzeniach historia, a przez to bardzo popularna, a ja co?? WYNUDZIŁAM SIĘ ŚMIERTELNIE. Otaku spotyka dziewczynę w pociągu, w ramach porad sercowych służy mu forum, albo raczej kanał komunikacyjny (w czasie rzeczywistym prowadzili rozmowy) i na tym się cała historia opiera. Przewijałam co mogłam, bo chociaż ciekawe, na dłuższą metę niestrawne. Ito Atsushi gra totalnego nerda, nieśmiałka i uosabia sobą wszytkie cechy, które powodują, że nawet za facetem się nie oglądniemy (w dodatku się jąkał, a ja miałam ochotę przywalic mu w głowę celem otrzeźwienia), ciekawy się zrobił jak dla kobiety zmienił styl ubierania i fryzurę :D, a żeby było śmieszniej, wybranka jego serca jest o głowę wyższa. Jeżeli ktoś chce, może oglądnąc, ja właśnie wywaliłam z dysku, a kontynuacji nie oglądnę na pewno. Dodam jedynie, że jednym z "pomagających" jest Oguri Shun.
My lucky star (tajwańska, 20 odcinków, romantyczna) - takie dramy odbierają mi ochotę do oglądania kolejnych. Bardzo nudne, główna bohaterka oryginalnie pochodzi z Korei więc ją dubingowano i to słychac. Ominęłam cały środek i słusznie, został jedynie niesmak, że można było tak spaprac coś co w sumie było ciekawe. Jedynym plusem były ściganki, albowiem Jimmy Lin w tzw. realu się ściga, więc potrafi to robic (aaaaaaaach jak driftował :D)
Love or bread (tajwańska, 12 odcinków, romantyczna) - nie tykac nawet palcem. Miałam dwa odcinki i o dwa za dużo. Główni bohaterowie znani są z opisywanego wcześniej "It started with a kiss" i kontynuacji "They kiss again". Joe Cheng tym razem jest wkurzająco beznadziejny, a Ariel Lin nadal zachowuje się jakby była niedorozwinięta (zacznę chyba omijac dramy, w których gra główne role, to jest nie na moje nerwy).
anime
Trigun - 26 odcinków to ma i jest bardzo zacne, bardzo. Dziwny świat, który przypomina Ziemię, ale nią nie jest. Ciekawy, chociaż mięczakowaty, główny bohater (Vash the Stampede), jeszcze lepszy bohater drugoplanowy (Nicholas D. Wolfwood). Zło czai się wszędzie. W sumie ciężko mi pisac o tej serii, za dużo emocji budzi (z wielu powodów, także osobistych) na pewno polecam.
Samurai Deeper Kyo - seria, którą zaczęłam i w natłoku różnych wydarzeń o niej zapomniałam. Akcja z tych prostszych chociaż zatwistowanych. Na pewno warto zobaczyc, chociażby dla seyu, czylli Katsuyuki Konishiego.
książki
Andrzej Pilipiuk "Rzeźnik drzew" - opowiadania fantazy. Alternatywna rzeczywistośc, mrok czy, jak to u Pilipuka, historia i archeologia. Jak zwykle ciekawie napisane i wciągające. Dla wielbicieli autora, pozycja obowiązkowa.
Michael Palmer "Siostrzyczki" - thriller medyczny. Akcja wartka i trzymająca w napięciu, przynajmniej przez większą częśc książki. W bonusie dostajemy opisy zabiegów (autor jest lekarzem, a to pomaga w przypadku książek specjalistycznych). Czas zmarnowany nie był, ot wakacyjne czytadło.
Jilliane Hoffman "Odwet" - thriller prawniczy. Brutalnie zgwałcona studentka prawa po 12 latach musi się zmierzyc z minionym koszmarem. Książka z gatunku żarło, żarło i prawie zdechło, ale jakoś się wybroniło (koniec mnie zaskoczył). Autorka była prawnikiem, teraz tylko pisze, nie zdecydowałam czy to dobrze czy źle, na pewno nie będę uciekac gdy trafię na jej kolejną książkę.
John Grisham "Wezwanie" - zdecydowanie najgorsza książka Grishama jaką czytałam. Była tak beznadziejna, że mi się nawet o niej nie chce pisac ><.
Anna Kańtoch "13 anioł" - po Pilipiuku najlepsza książka z opisywanych w tym secie. Mamy zagrożone zagładą miasto na wodzie, będące miksem dwóch różnych cywilizacji (magia i technika). Próba ocalenia, aniołowie, napięcie i dramaty. Fajnie napisane, ciekawi bohaterowie, magia, tajemnica, dużo mroku i o to chodzi. Polecam.
filmy
Velvet Goldmine - historia glam rocka i wszystkieg co jest z nim związane (narkotyki, homoseksualizm, biseksualizm, brokat, obcisłe stroje i pióra, muzyka także, chociaż nawet jeżeli jest jej dużo sprawia wrażenie marginalnej). Początek i sedno akcji ma miejsce w latach 70tych w Wielkiej Brytanii, tło narracyjne to lata 80te i Stany Zjednoczone. Sami zacni aktorzy (Christian Bale, Evan McGregor, Jonathan Rhys Meyers, Toni Collette), scenariusz w sumie ciekawy, ale... Czegoś mi brakowało zdecydowanie, trudno mi określic, czego, na pewno trochę się rozczarowałam, ale nie żałuję.
Star Trek (2009) - pozycja tylko dla fanów, raz fantastyki, dwa Star Treka. Film dobry, akcja wartka (alternatywny świat do prawdziwej historii Star Treka), bohaterowie są młodymi wersjami, znanych wcześniej i ortodoksi (jak ja) mogą miec problem z akceptacją zmian, ale... Wszystko im wybaczyłam gdy zobaczyłam prawdziwego Spocka czyli Leonarda Nimoya. Ta postac od lat jest moim ideałem mężczyzny (wysoki, piekielnie inteligentny, a nawet genialny, bez emocji, ze szpiczastymi uszami). Zdecydowanie dawne fascynacje zostają na całe życie i w jakiś sposób nas kształtują (krzywdzą?) *wzdycha*. Szkoda, że planeta Wulkan nie istnieje na prawdę... *wzdycha znowu*
A na koniec bonus czyli mój sigil (wytatuowałam sobie znak, który pokazuje runiczny zapis mojego imienia). Jak na takie maleństwo nieźle mi dał w kośc. Dreszcze w nocy i zawirowania w temacie głowy (robiło mi się słabo). Nie wiem co będzie jak zdobędę pieniądze na większy tatuaż, chyba odchoruję to przez tydzień.
- Mood:
tired - Music:동방신기 / 東方神起 randomowo
Ja głosuję, że to mi się jednakowoż płyta główna pierdzieli w stacjonarnym (dlatego pisałam to na tośku, długo pisałam, kilka dni nawet, rzepicha się wyprostowała, a dzisiaj wkleiłam i przepraszam, za brak "ć", ale tosiek ich nie lubi więc ich nie pisze, a do poprawiania nie miałam cierpliwości), do zwiech dochodzi wywalanie karty sieciowej, ale nic to, albowiem dzisiejszy odcinek sponsorują literki D jak „drama” i K jak „książka”. Jak zwykle w przypadku dram nie będę się skupiac na treści (po to są linki) a jedynie na odczuciach własnych.
( D jak )
( K jak )
No i tak. Jak widać. Dużo oglądam, trochę czytam. Złapać mnie można jak się chce (chociaż, jak już jestem to z przytupem, bo mnie potrafi wyrzucać po minucie, restart trwa 4, lekko mnie to zniechęca). Pytanie czy się chce...
Prawda?
- Mood:
blank - Music:Kanye West - Paranoid
z czeluści mojego biurka wyciągnęłam stary dysk (60 giga rzewne jaja), podłączyłam i zaczęłam kombinować jakby sformatować to co umarło i przywrócić je do życia... haha cud się zdarza raz i po jednokrotnym wykryciu dysku (3 partycje, jedna z nich należąca do Justyny i tylko dzięki temu żyję, że udało mi się skopiować całą zawartość) dysk zniknął na zawsze, jedyna rada SERWIS
nowy stary dysk za to co chwila woła, że się dusi i ma mało miejsca, a ja nie mam już co usuwać... gdyby ktoś w 2004 roku powiedział mi, że dzielenie dysku na 7 i 50 giga jest głupie, zaśmiałabym mu się w twarz, siedzę na czystym systemie, pousuwałam wszystkie wtyczki, wszystkie programy zostawiające foldery na systemie, zostawiłam jedynie winampa i gadu, ale mi ręce opadli już >< w jakiś przedziwny sposób miejsce jest zżerane, wczoraj miałam 500 mega, dzisiaj mam 35, jak to się do cholery dzieje :/
a dodatkowo system ma problem z eksploratorem i regularnie wyłacza pootwierane foldery, udaje mu się także zwiesić od czasu do czasu i nie ładuje lasta
tedy jutro serwis i błaganie dobrych ludzi co by mi sformatowali dysk, bo ja go dojrzeć w żaden sposób nie mogę
nic dziwnego, że z tośkiem mi się lepiej współpracuje, a do tego kompa teraz jakoś serca nie mam, nawet warzywka nie podpiełam co się ma denerwować, maksio też z rzadka działa, bleh... obco mi na własnym pulpicie :/
- Mood:
apathetic - Music:The Cure - Lovesong
nie ma mnie
nie ma mnie, bo oglądam
dramy oglądam
na tośku, bo stacjonarny nie lubi jak mam dramę włączoną i cometa z kolejnymi seriami do oglądnięcia i się wiesza, a tosiek nie jest do sieci podłączony, bo jakby był to by nie mógł ssać, bo laptopem jest i pamięć ma ograniczoną, chociaż nie taką małą, z resztą nie chcę go przeciążać, bo i on się zbuntuje ><
wynik akcji jest taki, że maksio co miał 500 giga to już ma wolne 90, a ta 20 gigowa drama co ją mam do przeniesienia to go wypcha jeszcze bardziej, jutro mam miec płyty i będę przegrywać, życie mam przegrane to i dramy takie będą przegrane *popada w ton żałobny*
nagle pomysł na posiadanie terabajtowego dysku zewnętrznego nie wydaje się taki głupi, głupia cena jedynie była, a raczej nieludzko wysoka
tedy czeka mnie nagrywanie serii wybranych (większości znaczy, a gorzej, że nawet tych do wywalenia prawie żal)
to jadziem z tym koksem
- ToGetHer (tajwańska, romansowy trójkąt) http://wiki.d-addicts.com/ToGetHer - (kolejne odcinki czli do 8) jak ja lubię tą serię, oj lubię, nawet jeżeli jest głupia, a główna bohaterka ma beznadziejną fryzurę (kto jej dał taką perukę ><), nie jest to ważne, drama jest zacna i tyle, i dzieje się i vogle, czego chcieć więcej
- Maou (japońska, thrillerowata) http://wiki.d-addicts.com/Maou - dawkuję sobie pojedyncze odcinki (całość 11), albowiem napięciowe to jest mocno (polecam zdecydowanie), a Ikuta Toma bardzo jest bardzo, zwłaszcza jako pałecjant, oj bardzo (tym bardziej polecam). Jako główny zły pojawił się jeden z arashów czyli Ohno Satoshi, w dodatku arashe zrobili opening do tej dramy i jest to świetny kawałek, na prawdę, bardzo jest kawałkiem http://www.youtube.com/watch?v=5w-bayxMZ
- Star no Koi (japońska, romansowy trójkąt) http://wiki.d-addicts.com/Star_no_Koi - (11 odcinków), miała być podobna do filmu Notting Hill, czy była? średnio była, nie żałuję, że widziałam, ale bez żalu wywalę z dysku, powrót do niej mija się z celem, raz wystarczy
- Sweet 18 (koreańska, romansowa) http://wiki.d-addicts.com/Sweet_18 - nie byłam w stanie jej przejść, na 16 odcinków widziałam 1, 2 i ostatni (i to nie w całości), główna żeńska tak mi działała na nerwy, że bardziej nie można, głowna męska byłaby ok, gdyby nie to, że nie byla... okropieństwo to bylo jak cholera
- Lovers in Paris (koreańska, romansowy czworokąt) http://wiki.d-addicts.com/Lovers_in_Pari
- Successful Story of a Bright Girl (koreańska, romansowy prawie trójkąt) http://wiki.d-addicts.com/Successful_Sto
- Brown Sugar Macchiato (tajwańska, szkolna) http://wiki.d-addicts.com/Brown_Sugar_Ma
- Zettai Kareshi SP (japońska, romansowy trójkąt z twistem) http://wiki.d-addicts.com/Zettai_Kareshi - przez wzgląd na dramę (jedną z ulubionych) wzięłam się za specjala (nie nauczyły mnie niczego specjalne odcinki do kilku dram widzianych wcześniej) i takie to było dziwne i nudnawe, że leciałam głównie przewijając
a na koniec film, dramowaty czyli
Cyborg Girl (japoński, romans) http://www.imdb.com/title/tt0929860/ trochę pokopane (dziwne SF), trochę śmieszne, trochę wzruszające (w końcu to dramowate jest), cyborga w spódnicy znam z dramy Hotaru no Hikari i lubię dziewuszkę, bo zacna, głowny zostanie mi poznany, bo dał radę, ogólnie ok :)
i tak... opis podróży po wawie i książek w odsłonie kolejnej, dzisiaj było o dramach :D (wysrany mózg mam nadal, a ssanie depresyjne dramowe się pogłębia, w głowie dźwięczą zdania w językach totalnie obcych, pomijam, że odpowiadam na przykład po koreańsku, co nie oznacza, że prawidłowo, ale ogólnie wszyscy zdrowi ^^)
- Mood:addicted
- Music:嵐 - truth
nie chcę aby mnie chwalono, bo szybko zostaję wyklęta przez osoby chwalące
nie lubię gdy mówią, że mnie lubią, bardzo szybko potem o mnie zapominają
życie w ciągłym niepokoju i niechęć do zmian, boję się
cały czas staram się trzymać wszystko w ryzach, nie dopuścić do rozpadu tego kruchego tworu jakim jest rodzina, chyba nie daję rady, nie ma już sensu, cokolwiek zrobię i tak nie zapobiegnę temu co się ma stać, lepiej nie robić nic
wypowiedz słowo to wróci do ciebie kamieniem
nie powiedz nic, stoczy się lawina
lepiej być nieszczęśliwym, wtedy już gorzej nie będzie
~~~~
nowa książka Bruczkowskiego jest świetna, ale nawet jeżeli się śmieję to czuję... pustkę
- Mood:
crushed - Music:pustka
Dwa tygodnie temu babcia radośnie, jako i drzewiej bywało, oznajmiła, że żyła już wystarczająco długo więc nie zamierza sobie tego rozrusznika wszczepiać. W środę dowiadujemy się, że babcia w szpitalu, serce jej zastrajkowało, a dziadek, dotknięty wylewem parę lat temu, trochę się pogubił. Było nie było, babcia od piątku w domu, rozrusznik jej się nagle spodobał.
Tofik dał znać, że lubi czasami wyrzucić z siebie zbędny balast. Gdyby nie to, że miałam straszny sen o przemijaniach i innych pobudkach, jego oświadczenie miałabym na plecach. Na szczęście medytacje mojej mamy i mój sen na baczność, co by nie spaliła se świeczką włosów i przeniosła się z pokoju "medytacyjnego" po sennej medytacji do ojca na coś się przydały. A była to czwarta rano.
Stoję przed strasznym dylematem długie czy krótkie. Rozstrzygnięcie we wtorek.
Jest skurczysyńsko zimno, za to z upodobaniem oglądam turkusowo oczojebne buty na allegro z gatunku zakostkowych ażurowych. Pomijam, że razem z siostrą i jej dzieckiem z Londynu przyjadą do mnie dwie pary balerin, różowo złote i turkusowo złote, no piękne są, na prawdę. Będę orientem walić po oczach ha.
Na koncert U2 co to będzie w sierpniu u nas nie pojadę. Bilety w dostępnej cenie się sprzedały, głównie spekulantom, nie dam małym chujkom zarobić i tyle.
No i trochę streszczeniowych opinii.
Anime:
- Zombie Loan - bardzo bardzo bardzo, fajna akcja, trochę dorszy, MUCC na endingu. Jedyny minus to 13 odcinków. Akcja się zawiązała tak, że aż prosi się o więcej, a więcej nie ma. Cierpię strasznie, a ze mną rzesze internetowych zapaleńców.
- Monochrome Factor - aaaaaaaaach taka to jest seria, pomijamy całkowitą nierealność akcji, ale Shirogane, zwłaszcza gdy zaczyna mówić "normalnie", rekompensuje wszytko. Seria ma 24 odcinki, na razie widziałam 22 i nie mogę się doczekać końca, aż mnie ssie do niego. Jedyny minus to to, że jak na shonen-ai to jakoś jest mało shonen-aiowy
- Vampire Knight i Vampire Knight Guilty - jestem piewcą genialności ten serii, ale na wszystkie świętości błagam, nie oglądajcie ostatniego odcinka drugiej serii, totalnie bez sensu. Znaczy pewnie sens tam jest, ale jak dla mnie go nie ma. Mam totalny niesmak i nie myślę o tym jak wspaniałe to było anime i jakie cudowne charaktery, no dobra Yuuki mnie wkurzała maksymalnie, myślę tylko o końcu. Duży plus za przedstawienie mnie Kanon Wakeshimie. Jak się Mana za coś weźmie to widać, że to jego dzieło i tyle.
Dramy
- Hotaru no Hikari - śmieszna, lekko infantylna, bardzo japońska, z oczekiwanym końcem. To nie był zmarnowany czas i moja namiętność do dram wróciła, bo już było kiepawo.
Muzycznie mi się spodobała ostatnia płyta Alice Nine, bo jak ich średnio trawie tak Rainbows mogę godzinami godzinami. Ale dzisiaj całkowicie i zupełnie przez przypadek
Mogłam się spodziewać, że męska połówka Roxette, które zawsze lubiłam, da radę. I daje, bardzo nawet. Mamy miks skocznego popu, lekkiego rocka, alternatywy. Żeński wokal w tle, świetne kompozycje, no co ja mogę powiedzieć. Ja się nie zawiodłam.
No i szykuję się do kolejnego meme, ale to wkrótce.
Wiosny w tym roku nie będzie. Jest za zimno. Od razu dostaniemy latem, a mnie cholera trzepnie :/.
- Mood:
calm - Music:Per Gessle - Silly Really
bo jak już zrobiłyśmy wczoraj z Justyną tego bałwana co miał być większy od niej to ja wpadłam na radosny pomysł, zuchwały wręcz...
"Utoczmy największą kulę śnieżną świata" rzekłam z właściwą sobie butą i jak powiedziałam tak zrobiłyśmy :D. Po pół godzinie toczenia powstała faza wstępna, a około 40 minut później (bo tyle zajęło nam przetoczenie tego cholerstwa prawie pod nasze okna) faza końcowa.
W życiu bym nie powiedziała, że śnieg jest taki ciężki. Wiedziałam, że jest ciężki, ale nie że aż TAK ><. To było straszne, na prawdę. W nadgarstku czuję, że o prawej ręce nie wspomnę. Oczyszczanie przedpola czyli drogi kuli co by więcej śniegu nie zbierała było jednym z pomysłów aby wykonać zadanie. Zaiste syzyfowa, chociaż po płaskim, praca, zwłaszcza, że 4 przedstawicieli płci męskiej rozwaliło kulę w kilka minut. Tia...
I tak... zostałam otagowana przez
aaaaaaaach i jeszcze... w czwartek byłam na koncercie George Dorn Screams. Całkiem zacna, polska, postrockowa grupa, z bardzo bardzo perkusją. Perkusja była taka, że ja miałam orgazm wielokrotny, zwłaszcza przy ride'owych elementach... Na moje odczucia nie miały wpływu wypite dwa duże piwa, prędzej perkusista zarzucający grzywką *lol*. Ale wiadomo... Lider na wybiegu to i szaleje. A tutaj prosz... bilet. I tak, jest pieczątką na skórze ><.
A w ogóle to jutro idziemy z Justyną robić iglo.</lj>
- Mood:
tired - Music:oczywiście, że 雅-miyavi-
Cudze życie sprowadzone do kupy spalonych śmieci. Stara lalka, nowe buty w spalonym pudełku. Nie znam jej, ale wiem, że lubiła Bacha. Jej notatka, zwiana przez wiatr, na moim parapecie. "1924 rok. Morderstwo Bardeza”. Kartki fruwające za oknem. Widząc jej rozpacz, chwyciłam za aparat… Popiół i kurz.
Ile z nas zostaje po pożarze? Jaki nasz obraz pokazują zgliszcza? Ile się można dowiedzieć patrząc na coś, co należało do kogoś nieznanego? Widziałam rzeczy wyrzucane przez okna… Dla strażaka to tylko śmieci, a przecież to czyjeś życie, marzenia, przeszłość. Za bardzo przywiązuję się do przedmiotów, miejsc. Ludzi? Popiół i kurz. Tylko to zostaje.
To i dźwięk rozbijanej szyby.
- Mood:
contemplative - Music:Duran Duran - The Seventh Stranger
dust in the wind
walking under winter night sky
staring at the stars
bowing to the no longer existing Egyptian gods
I am lonely in my nightmares
- Mood:
cynical - Music:Duran Duran – Crystal Ship

- Mood:
okay - Music:A Perfect Circle - Orestes
Wybierz [jeden] zespół albo artystę i odpowiedz na pytania, używając tytułów piosenek.
Keane, bo mnogość piosenek i uwielbienie własne ułatwia mi wybór ^^
2. Opisz swoją osobowość: The sun ain't gonna shine anymore
3. Twoje ulubione motto: We might as well be strangers
4. Fraza lub słowo, jakie powiedziałabyś swojemu wrogowi: This is the last time
5. Fraza lub słowo, jakie powiedziałabyś swojemu ukochanemu: Again and again
6. Najbardziej lubisz robić… : Playing along
7. Najsłabszy punkt twojej osobowości: Leaving so soon
8. Twój największy lęk: Something in me was dying
9. Ostatnie słowa przed śmiercią: Put it behind you
10. O czym śniłaś zeszłej nocy: A bad dream
KÓNIEC ;P
niewiarygodnie długie *lol*
aaaaaach jeszcze jedno... ostatnio przeczytane badziewia....
Jacek Dukaj "Czarne oceany" - bardzo bardzo bardzo mnie rozczarowała ta książka, albowiem bardzo bardzo bardzo kichowata, bardzo nudna, bardzo o niczym i bardzo pieprznięta... Dukaj chyba powinien opowiadania pisać, bo powieści mu nie wychodzą... nawet nie miałam siły skończyć
Mieszko Zagańczyk "Allah 2.0" - kolejne rozczarowanie, duże, bardzo ładnie się zaczęło, potem się rozkręciło, potem zakręciło, potem spierdzieliło, potem zanudziło mnie na śmierć, a potem przeczytałam ostatni rozdział, który mi nic nie wyjaśnił (ominęłam jakieś 300 stron środka), a potem przeczytałam przedostatni rozdział, celem rozjaśnienia ostatniego i nie warto było... Od razu widać, że facet pisał o komputerach, bełkot techniczny jest niestrawny i za dużo... ksiązka jest pokręcona i bez sensu, nie przeczytam środka nawet jak mi ktoś zapłaci... nie w najbliższym czasie
no i miałam jeszcze książkę rozwojową czyli... "Ciało zna odpowiedź" Martina Siemsa... ja odpowiedzi nie znam nadal, książkę porzuciłam po 10 stronie... focusing mnie nie podnieca... O!
- Mood:
bitchy - Music:Keane - Better than this
Just
BITE ME
Enough is enough.
And yes, this is "fuck you" note. As simple as that.
- Mood:
bitchy - Music:Mor ve Ötesi – Kördüđüm
Na ten przykład, że trzeba znać swoje limity. I ja je znam, a jakże. I oczywiście je przekraczam, bo w sumie dlaczego by nie... limit to limit, a jak się go przekroczy to się otwiera otchłań... otchłań nicości, a w nicości przecież fajnie jest, zwłaszcza jeżeli jest to nicość kołysząca...
I o! Bilet kupiłam. Bilet na koncert Depeche Mode co to grają 23 maja w Warszawie. Półroczne wyprzedzenie, a ja przecież nie planuję co jutro zjem na obiad, pomijam, że nie bardzo pamiętam co jadłam wczoraj.
A na ten przykład 12 stycznia w Chorzowie, a 13 stycznia w Poznaniu gra pj.lost i muszę powiedzieć, że jest to genialna grupa, grupa z gatunku orgazmicznych tak jak i inne grupy post rockowe, bo do Oceansize i Sigur Rós doszły inne, wspomniany już wyżej pj.lost i na ten przykład Saxon Shore i są to grupy, że ja wymiękam, że ja nie myślę o niczym tylko o tym aby ten dźwięk przelatywał przeze mnie na wskroś, zostawiał takie właśnie emocje jak zostawia, takie, że pozbierać się nie mogę i ssa mnie w żołądku. I dlaczego oni w Krakowie nie grają... dla DM do Warszawy mogę pojechać, ale dla pj.lost... nawet tak orgazmicznego jak tylko post rockowa / ambientowa grupa być może.
a w nieistniejącej już jedynce mogą być bóle fantomowe o! w końcu się zdecydowałam i koronę robię... może zacznę się uśmiechać trochę więcej niż półgębkiem, a może teraz przestanę całkowicie się uśmiechać, w końcu nie będę musiała się ukrywać z tym zębem co mnie straszył prawie całe moje dorosłe życie, a straszyć przestanie, więc zapomnę zupełnie o czymś takim jak uśmiech, bo i nie będzie już sensu pamiętać, że może tak, a może nie
I powiem, że:
Miroslav Žamboch daje radę w "Sierżancie". Bardzo nawet daje radę i takiej lekturze ja mówię tak.
Jacek Dukaj w "Xavrasie Wyżrynie" już gorzej, za to w "Zanim Noc" bardzo, za to w "Czarnych oceanach" znowu gorzej, a "Lód" czeka na swoją kolej.
A znowu Jacek Piekara z Mordimerem Madderdinem ("Sługa Boży", "Młot na czarownice") to hohoho, zwłaszcza, że blizniaki, prawda, fajne są, że nie wspomnę o Kostuchu. A natomiast "Świat jest pełen chętnych suk" zaczął się bardzo dobrze, ale usnęłam, chociaż pełna oczekiwania i dobrych nadziei, więc kontynuować będę.
Z kolei opowiadania "Tempus Fugit", aaaaaaaaa tomy dwa, były całkiem przyjemną lekturką.
I tak jakoś wyszło, że siedzę sobie w fantastyce czy innym fantazy ostatnio li i jedynie. Nic innego nie czytam, ale wciąga mnie ten świat. Alternatywna rzeczywistość, magia, potwory, ha...
I czy mi się wydaje czy cisza nastała jakoś tak? Wichry, prawda, odnowy czy inne bezeceństwa, ale co się będziemy oszukiwać. Wieje, wieje i wiać nie przestanie, a pyłki zdmuchujemy zdmuchujemy prawda?
- Mood:
excited - Music:pg.lost – Yes I Am
najgorsze jest to, że gnój ma nade mną władzę, bo się tym wszystkim przejmuję i nie umiem przestać... a jakby triumfował, gdyby wiedział, że od kwietnia jestem ogarnięta pogłębiającą się manią prześladowczą... według niego, raczył mi to oznajmić, to wszystko moja wina jest... ja uciekam od problemów prawda, a on chciał rozmawiać... tia... moje słowa odbijały się grochem od jego zakutej pały...
ale w sumie nie o tym chciałam, nie o tym, że to jest facet nr 3 na mojej liście niszczycieli, którzy potrafili tak mnie zdenerwować, że dostałam drgawek i nie mogłam utrzymać w ręce komórki i żałowałam, że nie mam środków uspokajających z gatunku na konia w domu
i znowu na tai chi się wkurzyłam i jest to już tradycja chyba, że ćwiczenia które uwielbiam wyprowadzają mnie z równowagi, bo nie mogę znieść jak Konrad na każdych zajęciach pyta czy pamiętamy to co robiliśmy na poprzednich... maaaaaatko jedyna kochana!! trenuję od 7 lat, prowadziłam za niego w zastępstwie zajęcia, jak mogę NIE pamietać... ale od dzisiaj nie pamiętam NIC, po prostu zaczęłam odpowiadać, że nie pamiętam... i tyle... że tai chi? że chen? ale co to?
i zupełnie nie o tym chciałam, chciałam o jednym, że nie wiem dlaczego i że jest to głupie...
nie wiem dlaczego kiedy GO widzę (credit
- Mood:
melancholy - Music:Oh Laura - Black and blue
po postrzale szyi z wtorku prawie nie ma śladu, trochę jeszcze nie mogę ruszać, ale dajemy radę i nie zastanawiamy się, my lider i król, czy spać będziemy jako ten koń na stojąco czy nie będziemy spać wcale i byłaby to pocieszająca wieść, gdyby...
zrobiłam szablon na kolejnego bloga, w miarę zadowolony klient (biedna dziewczyna dostała dużą dawkę władczości, jak zaczęłam jej wyjaśniać jak powinna sobie zrobić kakao gdy ma za mało mleka, sama się siebie przestraszyłam... ale znajomość uważam za udaną, albowiem Taka-chan też lubi Full Metal Alchemist co oznacza bratnią duszę w magii), średnio zadowolona ja (w dodatku zakochałam się w Aoi bez pamięci ze względu na smutną tajemniczość kamiennych zdjęć i długie włosy, lepsze od moich, BTW swoje zawijam czasami podwójnie i przypinam spinką, bo mi farfocle wystają gdzieniegdzie, przypominam samuraja z pierdolcem)... średnio zadowolona, bo za cholerę nie wiem, dlaczego odstęp między linijkami tekstu nie chce się powiększyć chociaż powiększam i wszytko byłoby ok, jednakowoż...
cierpię na manię prześladowczą, na pewno ją mam, albowiem uważam, że człowiek przez którego zmieniłam konto na laście mnie wyśledził i znowu podgląda, a ja do cholery nie chcę uciekać po raz drugi i zakładać trzeciego konta, bo lubię to drugie jeszcze bardziej niż pierwsze, a w ogóle Milady mi wymyśliła nazwę i ona jest ładna ta nazwa, chociaż zupełnie nie o mnie i gdybym dorwała tego mini kutasika to bym go rozerwała na strzępy z przytupem, na jego szczęście nie widziałam jego zakazanej gęby od kwietnia kiedy to wykręcił mi numer tysiąclecia... tak więc... muszę się leczyć, bo niedługo wyjdzie mi z lodówki...
smażyłam naleśniki dzisiaj... usmażyłam także wskazujący palec u lewej ręki, nie wiem jak to się stało, ale zaskwierczałam metalem plastikowej rączki
... jak to się zdarza podczas ćwiczeń zaliczyłam 4 mega wkurwy...
1. chociaż mówiłam, że nie chcę kilkakrotnie wciskano mi książkę Kossakowskiej, co jest starą wersją opowiadań, które mam i które czytałam już kilkakrotnie, potem się dowiedziałam, że mój upór jest spowodowany tym, że jestem kobietą, no i w bonusie dostałam wykład o hispańskojęzycznych pisarzach... czyli dlaczego nienawidzę 60letnich facetów, którzy uznali, że są erudytami
2. Konrad (trener) ZNOWU mi nagrał film, a ja mówiłam, że nic NIE chcę... i kolejna płyta do oddania i film, którego nie chciałam oglądać.. może ojcu się spodoba, bo mając nieżyt dróg oddechowych (czyt. katar) dostał antybiotyk i 9 dni zwolnienia
3. na sali śmierdziało capem i zdechłym parasolem do tego buczała lampa - miałam odruchy wymiotne a od buczenia rozbolała mnie głowa :/
4. sala ma lustra więc przez godzinę musiałam się patrzeć na moją zakazaną gębę co nie jest widokiem przyjemnym :/ dzisiaj zwłaszcza z fryzurą na pierdolniętego samuraja
po godzinie miałam ochotę krzyczeć, kopać i wyć... no ale... przeca i to minie ne? bo są ładni chłopcy, a ja jestem liderem więc nic nie powinno mnie ruszać... tak więc do broni...
a kutasik niech uważa ;>
- Mood:
pissed off - Music:osty do anime
teraz już nie wiem
wiem tylko, że mam uczulenie na krem Nivea... gdy po paru sekundach twarz zaczęła wydzielać duże ilości ciepła spojrzałam w lustro. Efekt... dziwne czerwone plamy na prawym policzku
hipoalergiczny krem do ciała co to niemowlęta mogą mieć nim smarowaną twarz też jest super... Efekt... gęba mi się świeci jak psu jaja
miałam zrobić placki ziemniaczane, nie było ziemniaków... do sklepu poszłam w za dużych butach (saszki stukające obcasami) mojej młodszej siostry i w jej płaszczu (kremowy trencz), który jest lekko za mały... trochę się oglądali za mną (jeden facet wybitnie)... to chyba przez to, że wymachiwałam ziemniakami, a całości looku dopełniała zajebiście oczojebna pomarańczowa podkoszulka wystająca spod bordowej bluzy (fakt posiadania na tyłku wyświechtanych starych czarnych bojówek skromnie przemilczę)
potem okazało się, że nie ma także oleju... skromne resztki uzupełniłam smalcem ze skwarkami... placki nabrały aromatu, część skwarek się przypaliła (potem mama pokazała zwykły smalec w lodówce... no halo, kto parzy na górę lodówkowych drzwi ;>), dobrze, że było tych placków siedem bo chyba bym osiwiała (nienawidzę smażyć, a obiadów robię codzienne co najmniej 3 różne: dla siostry, bo codziennie nowe i nie wszytko je, dla ojca, bo je prawie wszytko, ale musi być mięso, dla psa, bo jest trzustkowcem i musi chude... mama je cokolwiek, ja jem różnie, głównie mieszany obiad ojca i Justyny)
w poniedziałek wizyta u weterynarza... zastrzyki dwa... enterogast 4 dni... stres nadal trwa... obserwację czynię czy znowu nie wymiotuje
zakochałam się bez pamięci w 15letnim bohaterze kreskówki (niestety na to nic nie poradzę... jako stara gropa zaliczam się do beznadziejnych przypadków... bezwzględnie należy mnie odstrzelić, bo nie dość, że nielegalne to jeszcze ekhmmm nierealne za to szukając seyu trafiłam na kolejne obiecujące anime)
zloopowana piosenka openingowa... dramat...
no i ku mojej zgrozie okazało się, że

How evil are you?
mogę zapomnieć o byciu liderem... nie nadaję się... do tego nie mam butów do spodni do płaszcza, albo kurtki do spodni do butów, albo spodni do butów do płaszcza... pfffffffffffffffff SPONSORA... albo człowieka w moim rozmiarze z SZAFĄ (płeć nie istotna, ostanio w bacie spodobały mi się prawie wszytkie MĘSKIE buty z nowej kolekcji... z damskich może jedna para :/)
jest aspekt pocieszający... wypadają mi włosy... mogę śmiało, za premierem Oleksym, powiedzieć, że coś mi w życiu zaczęło wychodzić
jakieś pytania... ja nie mam żadnych... grrrrrrrrrr
- Mood:
frustrated - Music:清春 - slow -single version- | Scrobbled by Last.fm
made the dinner... it's awful... cabbage is still hard although I did everything to make it softer
played with cat... have new piercing in my nose
looked for a job... I'm useless
wrote a note in LJ... somehow it disappeared and I had to start all over again
I hate my life. I just simply hate it.
I hate being a coward. I hate my face in the mirror and my voice when I'm speaking. I hate the weather. I hate that I don't have the reason to wake up and need to go to bed.
I just hate everything...
And I don't know why I have to...
- Mood:
depressed - Music:Gripin - Sensiz Istanbul'a Düşmanim | Scrobbled by Last.fm
I've made icon / avatar so I can start. Unfortunately I don't know how to customize the whole look (css and all) on my own so I had to use one of the looks that already been here. I have to figure it out and one day everything will be different.
- Mood:
relaxed - Music:Archive - Lights

